piątek, 25 września 2015

"Po drodze"

To ja ciągle w drodze  z przystankami w dziwnych relacjach
zakrapianych nektarem  bogów i przyprawianym gwiezdnym pyłem
po wieloletniej burzy sprzecznych uczuć i bez tęczy na horyzoncie.  

Teraz stoję na tej zimnej stacji wśród złamanych dusz
pachnącej wilgocią ich łez i przeszłością  o zapachu skorodowanej stali.

To tu czekam na nowy dzień i nowy pociąg ku przeznaczeniu
gdy moje ciało pragnie snu a dusza chce tańczyć ze śmiercią znów.

Gdy w końcu nadchodzi świt  a z nim ten elektryczny wehikuł z wypisanym przeznaczeniem 
do którego wsiadam i żałując  że nie jedzie o sześć lat wstecz.
a tylko do  nieznanej stacji  zwanej jutrem. 

W poranne mgle ten  elektryczny wehikuł kołysze się lekko na szynach niczym łódź Charona na Styksie. 
a w nim ludzie skazani na piekło szarego dnia.  

Kamienne twarze a w nich złote myśli  purpurowe i różowe  marzenia ukryte jak skarby. 

Nadzieja i strach w jednej sekundzie, w jednej myśli zawarta pozostaje i nic więcej.